19 wrz 2015

droga właściwa .the right way

Po spotkaniu z pięknym człowiekiem z mojego życia, który jest bardzo mądrą kobietą, stwierdzam co następuje:

- Warto się starać. To właściwie cel naszego życia – starać się, próbować dalej i nie poddawać się. To jest najważniejsze.

- Nie zamyślać się nad swoją osobą, nie analizować siebie, bo gdy się zacznie człowiek gubi się w tej pętli i wciąż myśli o tym jak mu źle i nie zauważa już świata go otaczającego, a to już egoizm.

- Dla Boga jesteś idealny/a jakim Cię stworzył, bo stworzył Cię na Swoje podobieństwo.

- Każdy ma problemy, większe, mniejsze, ale ma i musi z nimi żyć. Radzić sobie. Iść dalej, nie przestawać iść, nie zatrzymywać się.

- Czasem dobrze jest pobyć ze sobą albo zrobić króciutki postój. To zdrowe, jeśli chwilowe.

- Nie patrzeć w lustro na samego siebie. Zbijać lustra. Patrzeć na siebie oczami innych.

- Otaczaj się dobrymi ludźmi, którym ‘dobrze z oczu patrzy’.

- Podchodź do życia z przymrużeniem oka (‘na luzie’).

- Śmiej się z tego, że jesteś gruby/a, brzydki/a, niski/a, inny/a itp. Obracaj wszystko w żart.

- Nie przestawaj cieszyć się!!! Urodziliśmy się radośni.

- Smutek, żal, gniew i inne złe emocje nie pochodzą od Boga i należy odsuwać od siebie złe myśli.

- Znajduj we wszystkim radość. We wszystkim. To ważne.

- Gdy ktoś Cię denerwuje, uśmiechaj się do niego. Twój gniew nie prowadzi do radości i nie rozwiąże problemów.

- Wystarczy tylko chcieć odrzucić rzeczy złe!

- Módl się, jesteś Jego dzieckiem, a on Twoim Ojcem. Uciekaj się do Niego.

- Uwierz :) 



After a meeting with a beautiful human from my life, who is also a very wise woman, I certify that:

- It's worth to try. It's actually the goal of our life - strive to keep trying and not give up. This is the most important.

- Do not wonder on yourself, do not analyze yourself because once it starts a man gets lost in this loop and still wonders about how things are bad for him and doesn't notice the surrounding world, and that's selfishness.

- For God you are perfect the way He created you, since He created you in His image.

- Everyone has problems, bigger, smaller, but they have them and must live with them. Deal with them. Go on, not stop to go, do not stop.

- Sometimes it is good to be just with yourself or do a very short stop. It's healthy, if temporary.

- Don't look in the mirror at yourself. Break mirrors. Look at yourself through the eyes of others.

- Surround yourself with good people, the 'well of eyes looking'.


- Approach life with a grain of salt ('cool').

- Laugh at the fact that you're fat, ugly, short, different, etc. Turn everything into a joke.

- Do not stop to enjoy !!! We were born joyful.

- Sadness, grief, anger and other negative emotions do not come from God and you should move away bad thoughts.

- Find joy in everything. In all. This is important.


- When someone annoys you, smile at him. Your anger does not lead to joy and not solve problems.

- All it takes is to reject all bad things.


- Pray, you are His child, and He is your Father. Run to Him.

- Believe :)



Niniejsze dzieło podlega ochronie prawnej na mocy ustawy o prawie autorskim.Ochrona prawa autorskiego jest chroniona z mocy prawa.

23 cze 2015

Wtorek /Tuesday

Stęskniłam się za Wami i postanowiłam coś naskrobać :) Dziś tylko padało, z godziny na godzinę coraz mocniej. Z minuty na minutę było pochmurniej i ciemniej. Całe niebo usłane chmurami jak gdyby przykryte pierzyną. W tle muzyka aniołów, harfa. Pięknie. Póki słońce próbowało przebić się przez mleczną osłonę, deszcz był całkiem przyjemnym zjawiskiem. Ciepłe krople osiadające na skórze, na twarzy. Jednak wraz z czasem słońce umykało. Kiedy chłodniej, woda mniej przyjemna. Wiatr silniejszy, niemiłe odczucie. Drewno, ogień, materiał, skóra, cudownie. Jesień, a lato przecież. Senność, niskie ciśnienie, gorsze samopoczucie, słabość, bezsilność wręcz. Nieprzytomność organizmu. Otumanienie wzroku.

Nic więc wielkiego się dziś nie wydarzyło, choć codzienność zawsze potrafi ukazać wartość.


I missed you and I decided to write something :) Today, only it rained, harder every hour. From one minute to another it was more cloudy and dark. The whole sky littered with clouds as if covered with an eiderdown. In the background music of angels, harp. Beautiful. While the sun was trying to break through the milky cover, the rain was quite a pleasant phenomenon. Warm drops falling on your skin, on your face. However, with time the sun slipped away. When cooler, water less pleasant. Wind stronger, an unpleasant sensation. Wood, fire, fabric, leather, wonderful. Autumn and summer yet. Drowsiness, low blood pressure, bad mood, weakness, helplessness even. Unconsciousness of body. Visual haze.

So nothing big happened today, but everyday life is always able to show a value.

12 cze 2015

Niechciane /Unwanted

Ona tego nie chciała

Broniła się, zapierała.
Nie dała się rozkazom i niemądrym wykazom.
Rozdali ją, rozdarła siebie.
W środku trochę jakby umarła.

Bez sił by wstać
Bez sił by iść
Bez sił by żyć

Dobrze chciała.
Zrobiła co zrobić musiała.

Jak pomóc, gdy on nie widzi?

Kazali zadbać o siebie lecz ona się wzbraniała.
Potem zobaczyła sama.
Musiała.
Zadbać o siebie, by móc zadbać o innych.
Z pustego nie nalała, choć latami się starała.
Źle się to kończyło.
Zaprzestać musiała.
Teraz więc odwrócić się by pomóc miała.
Zrobiła to, źle jej.
Cierpienie odbiło się piętnem.
Tylko to pozostało.


She didn't want it

She defended herself, denied it.
She didn't give to orders and foolish registers.
They teared her apart, she tore herself.
Inside a little like she died.

Without the strength to stand up
Without the strength to walk
Without the strength to live

Well she wanted.
She did what she had to do.

How to help when he can't see?

They commanded to take care of yourself, though she recoiled.
Then she saw by herself.
She had to.
Take care of herself, to be able to take care of others.
From empty she didn't pour, though for years she tried.
It ended badly.
She had to stop.
So now turn around to help she was.
She did it, she feels bad.
Suffering reflected with stigma.
Only it remained.


Niniejsze dzieło podlega ochronie prawnej na mocy ustawy o prawie autorskim.Ochrona prawa autorskiego jest chroniona z mocy prawa.

Czarny diament /Black diamond

Ból po stracie
Żałoba
Boli
Ból raniący
Cierniem tępiący
Pustka we mnie
Pustka w tobie

Dlaczego to musiało się stać?
Prawdziwość uczucia w jego sednie

Teraz oboje zranieni
Oboje osamotnieni
Cierpiący
Z bólem nigdy się nie rozstającym

Nie daj mi odejść
Spraw bym została

Kochać przywiązaniem
Kochać przywiązanie
Przywiązać miłością
Przywiązać miłość


Pain after loss
Mourning
Hurts
Injuring pain
With thorn killing off
Emptiness in me
Emptiness in you

Why did it have to happen?
Genuineness of feeling in its crux

Now both hurt
Both of them lonesome
Afflicted, suffering
With pain never parting

Don't let me go
Make me stay

Love with attachment
Love the attachment
Tie with love
Tie love


Niniejsze dzieło podlega ochronie prawnej na mocy ustawy o prawie autorskim.Ochrona prawa autorskiego jest chroniona z mocy prawa.

2 maj 2015

Apel /Appeal

Moi drodzy,

Ostatnio znów zaczęło dziać się lepiej w moim życiu. Odnalazłam odpowiedzi na wiele moich pytań. Wszystko wydawało się być już klarowne i nagle pewna informacja dosłownie zwaliła mnie z nóg. Nie będę wchodzić w szczegóły, ponieważ nie chcę angażować tu osób trzecich. Informacja dotyczyła śmierci osoby, którą znałam. Zmroziło mnie tego dnia. Pojawiło się we mnie mnóstwo skrajnych uczuć. Miotałam się tak przez cały dzień i noc. Nie mogłam spać. Dużo myślałam, o tym co mogę zrobić, jak pomóc, co powinnam. Wyłonił się ogrom pytań, wątpliwości i jedna wielka pędząca mieszanina myśli. Jest to wielce przykre i smutne wydarzenie dla rodziny i znajomych zmarłej osoby. Łatwo jest mówić innym "tę osobę już nic nie boli", "nie martw się", "musisz żyć dalej" itp. Jednak te frazesy nie pomagają ani zmarłej osobie ani tym, którzy ubolewają. Będąc dotkniętym śmiercią bliskiej osoby lub rodziny nie wiesz co zrobić, co myśleć, jak myśleć, co dalej. Nie mam recepty na ból, ani nie powiem Ci co masz czuć. Każdy ma prawo do tego by odczuwać śmierć kogokolwiek na swój sposób. Nie istnieje bowiem coś takiego jak 'niewłaściwe zachowanie' w takiej sytuacji. Pamiętajmy, że każdy z nas jest innym człowiekiem i dajmy sobie oraz innym przyzwolenie na to, by czuć. Jakiekolwiek uczucie by to nie było, jest ono zawsze właściwe, bo pochodzi z naszego serca. Można czuć każdą emocję: złość, lęk, gniew, radość. Można śmiać się, płakać, nie odzywać, wegetować, krzyczeć, biegać. Dajmy sobie przyzwolenie na wyrzucenie z siebie tych emocji po stracie. To naprawdę bardzo ważne, by oczyścić się z tego, żeby nie trzymać tego w sobie. W innym razie to w nas narasta, ponieważ kiedy zamykamy się przed całym światem, zatrzymujemy te uczucia w sobie. Wtedy one tylko i wyłącznie w nas narastają i to w ogromnie negatywny sposób i utrzymuje się przez bardzo długi czas. Czasem nawet całe życie.

Można oczywiście 'zacisnąć zęby', 'iść dalej' i być 'twardym, jak skała'. Tak, ale nawet po trzech, ośmiu czy 12-tu latach to i tak wychodzi. Zawsze w najmniej spodziewanych momentach, kiedy mamy najmniejszą kontrolę nad naszymi emocjami - nie zastanawiamy się nad tym, nie myślimy o tym - wtedy to wszystko wychodzi i niestety najczęściej zrzucamy tę 'bombę emocjonalną' na drugą osobę, która w gruncie rzeczy niczym nie zawiniła. Wtedy pojawia się poczucie winy i zastanawiamy się skąd w nas takie hiperboliczne reakcje. Wszyscy mogą nam mówić, że po stracie tamtej osoby staliśmy się jacyś bardziej wrażliwi, dziwni, zamknięci w sobie. To nie jest takie proste. Sęk w tym, że tak bardzo trzymaliśmy od początku w sobie te emocje (zakopaliśmy je, zamietliśmy pod dywan), że one gdzieś tam, jakimś cudem muszą znaleźć ujście. I jakiekolwiek ujście by to nie było, te uczucia muszą ujrzeć światło dzienne. A dzieje się to w różny sposób. Gdy mamy katar, musimy oczyścić nos. Gdy pijemy wodę, musimy ją przefiltrować. Wylewanie uczuć jest więc swego rodzaju naturalną fizjologią psychiki. Musimy pozwolić naszemu umysłowi na oczyszczanie się. Nie tylko poprzez płacz, chociaż często to właśnie on jest narzędziem do wyrzucania z siebie emocji (musimy umieć posługiwać się danymi nam narzędziami), ale jeśli masz ochotę krzyczeć, jesteś wściekły/wściekła na zmarłego, na sytuację, to po prostu to z siebie wyrzuć. Nie na inną osobę lub każdą napotkaną, tylko na przykład usiądź w samochodzie (silnik wyłączony, na parkingu, gdzieś gdzie możesz być sam/sama) i wykrzycz się. Tylko nie wal w kierownicę! Możesz też położyć poduszkę na kolanach i zacząć w nią walić pięściami. Kolejna opcja to wziąć jakiś materac i okładać nim ścianę, podłogę lub kaloryfer. Kiedyś widziałam w pewnym serialu jak matka z synkiem po stracie męża/ojca rozbijali słoiki z dżemem o ścianę w garażu (które de facto dostali od innych ludzi na pocieszenie, bo zawsze przecież przynosi się jedzenie). Zaopiekuj się sobą w tym momencie. A najważniejsze jest to żebyśmy zdali sobie sprawę z tego, że jeżeli czujemy się zagubieni, potrzebujemy pomocy, bo nie potrafimy zrozumieć tego co mówi nam nasze ciało i nie wiemy jak mamy sobie pomóc, ani co zrobić, rozmowy ze znajomymi/rodziną/przyjaciółmi nam nie pomagają to zwróćmy się do o pomoc do specjalisty, tj. terapeuty, psychologa, psychiatry, psychoterapeuty. Najlepiej jednak żeby była to osoba zaufana lub z zaufanego polecenia. Nie chodzi tu o żadne leki uspokajające (choć niektórzy mogą takowych potrzebować), jednakże o zwykłą rozmowę w miejscu, gdzie czujemy się bezpiecznie i z osobą, która naprawdę nas zrozumie w tak ciężkiej sytuacji. Często wystarczy tylko rozmowa, z właściwą osobą.

Kiedy zmarła ta osoba, moja znajoma ogłosiła takie zdanie: "Na zawsze w naszych sercach". Postanowiłam napisać krótki wiersz dla zmarłej i zamieścić w nim w/w zdanie, bo uznałam je za piękne.

Wciąż żyjesz
Wciąż jesteś
Ukochana
Umiłowana
Niezapomniana
Żywa wciąż w naszych wspomnieniach
Na zawsze w naszych sercach
Na zawsze w nas

I taka dla nas pozostaniesz
Nic nie zmieni krzty naszych wspomnień
Bo Tyś nasza

Krocz Boską drogą
Niechaj Cię świetliste Niebo prowadzi
I bądź przy nas zawsze
A u kresu znów się spotkamy


My dears,

Recently it started again happening better in my life. I found the answers to many of my questions. Everything seemed to be already clear and suddenly some information literally knocked me off my feet. I won't go into details, because I don't want to engage a third party here. Information related to the death of the person I knew. It freezed me that day. It appeared in me lots of extreme feelings. I raved so throughout the day and night. I couldn't sleep. I thought a lot about what I can do, how to help, what I should. It emerged immensity of questions, doubts and one big rushing compound of thoughts. It's a very distressing and sad event for the family and friends of the deceased person. It's easy to tell others, "this person doesn't feel pain", "don't worry", "you have to live on" etc. However, these phrases don't help neither the deceased person or those who grieve. Being affected by the death of a loved one or family you don't know what to do, what to think, how to think, what to do next. I don't have a prescription for the pain, nor I will tell you what to feel. Everyone has the right feel the death of anyone their way. Since there is no such thing as 'inappropriate behavior' in this situation. Remember that each of us is a different person and give yourself and others permission to feel. Whatever the feeling, it is always appropriate, because it comes from our heart. You can feel every emotion: anger, fear, wrath, joy. You can laugh, cry, not speak, vegetate, scream, run. Give yourself permission to throw out those emotions after the loss. It's really very important to clear out of this, so don't keep it inside. Otherwise, it will grow in us, because when we close ourselves from the world, we stop these feelings inside. Then they only grow in us, in a very negative way and lasts for a very long time. Sometimes even a lifetime.

Of course you can 'bite the bullet', 'go ahead' and be 'tough as nails'. Yes, but even after three, eight or 12-years, it still comes out. Always in the most unexpected moments, when we have least control over our emotions - we don't wonder about it, we do not think about it - then it all comes out and unfortunately most often we dump the this 'emotional bomb' on another person who, in fact did nothing. Then there is guilt and we wonder how in us such hyperbolic reactions. Everyone can say to us that after the loss of that person we have become more sensitive, strange, closed inside. It's not that easy. The problem is that so much we kept from the beginning these emotions in ourselves (we buried them under, we swept them under the carpet) that they somewhere, somehow must find an outlet. And any outlet it is, these feelings must see the light of day. And this happens in different ways. When we have a cold, we have to clean up our nose. When we drink water, we have to filter it. Throwing out feelings is some kind of natural physiology of psyche. We must allow our minds to cleanse. Not only by crying, although often it is in fact a tool to throw out from ourselves emotions (we need to be able to use the tools given to us), but if you want to scream, you're mad/angry at the deceased, the situation, just simply throw it out from yourself. Not onto another person or any encountered one, just for example, sit in the car (engine off, in the parking lot, somewhere where you can be alone/by yourself) and shout it out. Just don't slog on the steering wheel! You can also lay a pillow on your lap and start hitting it with fists. Another option is to take a mattress and pummel it against the wall, floor or radiator. I once saw in a TV series that a mother with her son after the loss of husband/father they smashed jars of jam
 against a wall in the garage (which de facto they got from other people for comfort, because after all, we always bring the food). Take care of yourself at this point. The most important thing is for us to realize that if we're lost, we need help because we can't understand what our body tells us and we don't know how to help ourself or what to do, talking to friends/family/other people doesn't help, we should turn to for help to a specialist, ie. a therapist, psychologist, psychiatrist, psychotherapist. Ideally, however, it would be that he/she is a trusted person or from a trusted recommendation. It's not about any sedatives (though some may require those), but about a simple conversation in a place where we feel safe, and with a person who really understands us in such a difficult situation. Often, you only need to talk, with the right person.

When this person died, my friend announced such a sentence: "Forever in our hearts." I decided to write a short poem for the deceased and place above-mentioned sentence, because I consider it to be beautiful.

Still alive
You still are
Dear
Beloved
Unforgettable
Still alive in our memories
Forever in our hearts
Forever in us

And so for us you will remain
Nothing will change a whit of our memories
Because Thou is ours

Walk God's path
Let luminous Heaven lead you
And be with us always
And at the end we will meet again


Niniejsze dzieło podlega ochronie prawnej na mocy ustawy o prawie autorskim.Ochrona prawa autorskiego jest chroniona z mocy prawa.